wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział I

No cześć! Jestem Megu. Nie zdradzę swojego wieku, ani nie napisze nic o Sobie. Tylko tyle, że jestem początkową pisarką yaoi. Przyjmijcie mnie miło :)
Moja opowieść będzie prosta. Aki to wesoły młody chłopak, który dostaje prace jako asystent pisarza Hibariego Lee. O samym pisarzu nic nie wie oprócz tego, że pisze kryminały i z plotek, których się naczytał  w internecie. Aki ma mu pomagać we wszystkim, a dlaczego? Dowiecie się w opowiadaniu.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~This is Fucking love~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Stałem przed wielkim mieszkaniem. Wyglądał jak zamek! Przyjrzałem się numerowi mieszkania i tego co mam na kartce. To ten. Nacisnąłem klamkę od furtki rozglądając czujnie, czy nie wyleci zaraz na mnie jakiś pies, ale gdy tak ów się nie stało ruszyłem śmielej w głąb podwórka. Od bramki do drzwi dzieliło mnie kilka kroków. Spojrzałem ma plik kluczy i kartkę. Klucz do mieszkania, do pokoi..a było ich z kilka, klucz do garażu, do piwniczki, do szklarni. Na cholerę jednemu mężczyźnie tyle kluczy. Każdy odznaczony breloczkiem w różnych kolorach. Użyłem klucza do mieszkania i wszedłem po cichu. Pierwsze co zobaczyłem to ogromny hol z schodami. Wszystko w jasnych kolorach, wszędzie jasno..już słyszałbym głos mamy o brudzie jaki się tu tworzy. Położyłem cicho torbę i zacząłem wędrówkę do parterze. Salon. Nic nadzwyczajnego dla bogatych ludzi. Ogromna kanapa, kominek, telewizor na ścianie. Biblioteczka przy oknie. Ładnie. Dalej skierowałem się do kuchni. Kolejna jasno urządzona. Nic szczególnego oprócz blatu na środku kuchni i ogromnego stołu z ośmioma krzesłami. Nieopodal była spiżarnia i szafka z winami. Ucieszyłem się, gdy znalazłem szklankę i wodę. Moglem się w końcu napić. Ucieszyłem się także tydzień temu, gdy dostałem telefon z urzędu miasta, ze dostałem prace jako pomoc dla pisarza. Nie wiem w czym dokładnie mam mu pomagać, ale ciesze się, bo jestem jego ogromnym fanem. Spojrzałem na zegarek. O cholerka. 12:39. Pana Lee miałem zbudzić dziewięć minut temu! Wziąłem szybko plan mieszkanka z odznaczonymi pokojami i pognałem na gore schodami. Przed drzwiami wziąłem wdech i zapukałem. Bez żadnej odpowiedzi wszedłem.

Panował tu mrok-przepraszam-szepnąłem-Jestem Akihide. Mam panu pomagać-ukłoniłem się. Sylwetka na łóżku poruszyła się i usiadła.

-Odsłon okna-machnął dłonią a ja spełniłem jego rozkaz. Moim oczom okazał się...cholerka. Kolejny pokój. Prawie, ze biały! Co ten koleś ma? Spojrzałem na niego. Wiec tak wygląda mój idol? Czarne włosy wygolone po bokach, blada smukła sylwetka. Dobrze zarysowany tors. Przystojny jest. Jakby po omacku szukał ramy łózka i wstał z niego. Był w samych długich spodniach.
-wiec Akihide. Masz od dziś mi pomagać?-skierował się do łazienki. Nacisnął na zegarek, który miał na dłoni. Na głos usłyszeliśmy godzinę 12:40. Nie mógł spojrzeć?

-Tak proszę pana. Jestem pana ogromnym fanem-mruknąłem. Machnął dłonią zbywając mnie...

-Zrób mi śniadanie i przyjdź na pol godziny do mnie-wszedł do łazienki. Zrobiłem jak kazał. Skierowałem się do kuchni i wstawiłem wodę w czajniku. O dziwo kubki miał czarne. Coś ciemnego! Musze go zapytać o to. Przygotowałem jajecznice według przepisu jaki był w kuchni. Do tego kawa. Patrzyłem na czas. Korzystając, ze mam go więcej zacząłem sprzątać w kuchni po Sobie. Później posłałem mu łózko. Słyszałem szum wody dochodzący z łazienki. Pan Hibari jest całkiem przystojny. Dziwie się, ze nie wychodzi z domu. Ale jakbym słyszał o Sobie plotki ze jestem alkoholikiem, ze spaliłem własne mieszkanie a w nim swoja rodzinę to tez bym nie wychodził. Może on tak jak Aleksander po nocach ratuje świat? Kocham ta książkę. Przystojny młody Aleksander po stracie rodziców postanawia poszukać zemsty na ludziach. Książka wydaje się banalna. Jak milion innych ale ma coś w Sobie...wciąga i pobudza wyobraźnie. Jak pan Hibari. Który skończył brać prysznic
-Akihide!-wydarł się.

-Taaak?-przeciągnąłem.

-Przynieś mi ubrania-rzekł chłodnym, aczkolwiek seksownym głosem do mnie. Stanąłem przy wielkiej szafie. Spodziewałem się białych ubrań ale znalazłem czarne. Wybrałem koszule a do niej dżinsy. Wszystko czarne. Wziąłem je i zapukałem
.
-Panie Hibara. Wchodzę -rzekłem. Nie usłyszałem zgody ani zaprzeczenia wiec wszedłem. Stal tyłem do mnie. Nagi. Jak go matka natura stworzyła -ubrania- szepnąłem wyraźnie czerwony na twarzy.

-Pomożesz mi się ubrać-powiedział i założył ręcznik na tym boskim tyłku. Oby nie zwrócił uwagi, ze się na niego gapiłem! Odwrócił się i moglem podziwiać nadal jego tors. Wyciągnął dłoń. Podałem mu koszule-zapinana?-zapytał.

-Tak-mruknąłem. Rozpiął guziki nie patrząc na nie nawet. Założył ja-zapnij mi ja, proszę- mruknał. Zacząłem mu ja zapinać.

-Cholerka -szepnąłem -zapomniałem bokserek...-szepnąłem pod nosem.

-To nic-na jego twarzy pojawił się łobuzerki uśmieszek. Zapiałem ja i podtoczyłem rękawy jak poprosił. Pomogłem mu tez założyć spodnie. Aach. Mój szef jest boski, ale czemu nie mógł sie sam ubrać? -możesz iść. Zaraz do Ciebie dołączę-powiedział.

Wyszedłem i skierowałem się do kuchni. Tam czekałem na niego. Usłyszałem dziwny dźwięk stukania czymś plastikowym o posadzkę. Wyszedłem i zamarłem. Pan Hibari jest niewidomy! Niesamowite.

To tyle na dziś Miłego czytania. I pamietajcię. Jeden pozytywny komentarz to jeden pozytywna myśl pisarza o opowiadaniu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz